Stawka za kilometr przejechany koncesyjnym odcinkiem autostrady A2 jest niemal trzykrotnie wyższa od tych, jakie obowiązują na trasach objętych od lipca br. systemem e-myta. Przewoźnicy ten odcinek autostrady określają najdroższym w Europie. Skutkiem tak wysokich opłat jest ucieczka ciężkich transportów na drogę krajową nr 92, co oczywiście wywołuje protesty mieszkańców okolicznych miejscowości. Przyczyn drastycznych różnic w stawkach opłat dociekali posłowie podczas 97. posiedzenia Sejmu (28 lipca br.).
Ta stawka sięga dużo ponad 1 zł, a więc jest wyższa w stosunku do e-myta, w którym wynosi 0,35 bądź 0,46 zł, w zależności od klasy czystości pojazdu. Ciężkie pojazdy uciekają z tras objętych elektronicznym systemem opłat drogowych, niemniej - jak zauważają sami posłowie - skala tej ucieczki nie ma tak dużego wymiaru, jaki odnotowano na koncesyjnym odcinku A2. Samorząd Wielkopolski poradził sobie z tym, wprowadzając zakaz na drogach wojewódzkich nr 467 i 263, które są drogami powiązanymi z drogą krajową nr 92. Nie oznacza to jednak, że droga nr 92 jest dla tego typu pojazdów całkowicie zamknięta.
- Problem autostrady A2 i drogi nr 92 wynika ze styku nowego systemu poboru opłat z historią, która ukształtowała się w roku 1997, bo to wtedy została podpisana umowa z Autostradą Wielkopolską SA, w której oddano AW SA prawo do kształtowania stawek – przyznał Radosław Stępień, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury, odpowiadając posłom na 97. posiedzeniu Sejmu. - Stawki, które dzisiaj funkcjonują na tej autostradzie, zostały ustalone we wrześniu 2005 r. Przez ostatnie lata nie ulegały one żadnym zmianom. Dlaczego? Dlatego, że w 2005 r. podjęto decyzję, że tę stawkę będzie refundować państwo w drodze tzw. rekompensat, co wynikało z faktu, że było niedopuszczalne, szczególnie w prawie europejskim, aby kierowca, aby podmiot, do którego samochód należy, ponosił podwójną opłatę, czyli opłatę winietową, a po jej opłaceniu, aby jeszcze raz płacił za przejazd autostradą – wyjaśniał wiceminister.
Radosław Stępień podkreślił, że wówczas wytworzony model skutkuje do dzisiaj. Model ten został bardzo dobrze zabezpieczony umową na korzyść koncesjonariusza i daje mu możliwość dysponowania ceną i ustalania stawek. - Nie widać było tego do roku 2011, do kiedy to państwo dopłacało do przejazdu autostradami - zaznaczył wiceminister. - Państwo dopłacało do przejazdu autostradami w taki sposób, że w roku 2008 przychody z winiet i wypłaty dla koncesjonariuszy się zrównały. Mówiąc inaczej, system funkcjonował, nic z niego nie było, ale nikt nie czuł tego obciążenia. W 2009 r. i w 2010 r. była nieznaczna poprawa, poprawiliśmy ten model funkcjonowania, wiedząc oczywiście o tym, że w 2011 r. on będzie wygaszony tak, aby saldo netto przychodów z tytułu winiet było wyższe niż same rekompensaty. To jest źródło problemu, z którym dzisiaj mamy do czynienia – podkreślił wiceminister.
Radosław Stępień zastrzegł, że nie minął jeszcze pierwszy miesiąc funkcjonowania elektronicznego systemu poboru opłat, więc jeszcze za wcześnie na ocenę, jaki skutek finansowy dla koncesjonariusza będzie miało windowanie stawek, które są najwyższe w Polsce. Przyznał przy tym, że na A2 wysokość stawki jest nieporównywalna nawet ze stawką na drugiej autostradzie – A4, na której obowiązuje 0,8 zł za przejechany kilometr. Z kolei na A1, prowadzonej przez koncesjonariusza GTC, obowiązuje system „za dostępność”, co w efekcie daje stawkę 0,48 zł, a więc porównywalną do e-myta.
- W tej chwili Zarząd Autostrady Wielkopolskiej SA sprawdza, czy przy tej stawce uda się wygenerować taki przychód, który będzie zapewniał wysoką dochodowość przedsięwzięcia. To sytuacja ekonomiczna powinna skłonić zarząd do tego, żeby zrekompensować obniżające się przychody z powodu odpływu ruchu poprzez obniżenie stawki w taki sposób, aby to ruch zadecydował o zwiększeniu strumienia pieniężnego w ramach przedsięwzięcia – mówił Radosław Stępień.
Wiceminister podkreślił, że wszystkie systemy opłat wprowadzane we wszystkich krajach Europy powodowały odpływ ruchu z autostrad. - W większości krajów Europy i w przypadku większości autostrad po okresie 2-3 miesięcy ruch wracał, z nieznacznymi wahaniami sytuacji. Myślę, że w tej chwili jest jeszcze przedwcześnie, aby mówić, jakich narzędzi będziemy używać w sytuacji, kiedy ten odpływ będzie miał charakter trwały - dodał wiceminister.
Źródło: Sejm RP
| « poprzednia | następna » |
|---|








