W momencie, gdy drogi na całym świecie wypełnieją się coraz szczelniej samochodami, nadchodzi czas, aby zadać sobie pytanie: ile nas to kosztuje? Badania Teksańskiego Instytutu Transportu (Texan Transport Institute) wskazują, że straty wynikające z korków drogowych sięgają w samych Stanach Zjednoczonych 101 miliardów dolarów rocznie.
Często słyszy się, iż samochody „pompują” duże pieniądze w gospodarkę, zapewniając państwu źródło zatrudnienia i tworząc przemysł. Ale drugą stroną medalu w tym wypadku jest to, że samochody blokują transport, co z kolei negatywnie odbija się na publicznym portfelu.
Dzięki niedawno przeprowadzonym badaniom określającym koszty drogowych zatorów stało się głośno o Teksańskim Instytucie Transportu w Stanach, ale i nie tylko. Ich efektem jest kilka ciekawych wyników:
- Używając standardowych miar szacuje się, że straty związane z zatorami drogowymi z uwagi na opóźnienia i koszty paliwa sięgają 101 miliardów dolarów.
- Średni koszt przypadający na podróżującego wyniósł 713 dolarów w 2010 r.; w 1982 r. wynosił 301 dolarów (dane uwzględniają inflację).
- Zatory drogowe spowodowały zagregowane opóźnienia w wysokości 4,8 miliarda godzin.
- W 2010 r. 60 milionów Amerykanów ucierpiało z powodu ponad 30 godzin opóźnienia.
- 1,9 miliarda galonów (galon to 3,78 litra) paliwa zostało zmarnowane przez zatory drogowe.
W Europie problemy z ruchem ulicznym są podobnie duże i kosztowne. Transport2012.org określa koszty spowodowane przez zatory drogowe na 200 miliardów euro (około 2% produktu krajowego brutto). Ameryka Środkowa również ma problemy z ruchem. Na przykład Panama oblicza koszt weekendowych zatorów dla biznesu i społeczeństwa pomiędzy 500 milionów a 2 miliardy dolarów rocznie. Z kolei według Asian Development Bank zatory drogowe każdego roku kosztują gospodarki 2% - 5% produktu krajowego brutto. To są szacowane straty czasu i wyższych kosztów transportu.
Ceri Woolgrove - oficer ds. polityki Europejskiej Federacji Cyklistów (ECF - European Cyclists Federation), prowadzi badania nad ciemną stroną korków drogowych. Liczby z cytowanych raportów nie są niczym nowym dla ECF. Ceri Woolgrove stwierdza, że szkoda, iż teksański raport niewiele wspomniał o rowerach. Badania na jakie on się powołuje wskazują, że zmniejszenie ilości samochodów o 10% podczas godzin szczytu podnosi średnią prędkość o około 10 km/h, a co za tym idzie - skraca czas podróży o około 25%. Natomiast 6 rowerów, jakie mieszczą się w miejsce średniej wielkości samochodu niesie nie tylko korzyści dla zdrowia i środowiska, które są istotne, ale przyspiesza też przepływ w ruchu pojazdów, co z kolei przekłada się na zyski ekonomiczne.
***
W raporcie ECF stwierdza się, że nawet w krajach, które cierpią z powodu słabego planowania i bezładnego rozkładu zabudowy miejskiej, powstanie „multimodalnego Homo Sapiens” pomoże rozwiązać problem zatorów. Podróżowanie rowerem to świetny sposób na przebywanie dystansów z punktu do punktu, z punktów pośrednich, lub z transportu publicznego do punktu przeznaczenia. Intermodalność jest coraz ważniejszym tematem rozważań i będzie tematem rozmów na nadchodzącym Międzynarodowym Forum Transportu w Lipsku w 2012 r. A wniosek ECF jest taki: polityka faworyzująca indywidualny transport motorowy staje się zbyt droga, szczególnie w czasach kryzysu.
Źródło: www.eltis.org The Urban Mobility Portal









